niedziela, 21 sierpnia 2016

Przedszkole

Przedszkolak :D
Jak już Wam wspominałam na moim FP (kto nie zna ten pędzi tutaj) mam w domu małego przedszkolaka.

Decyzja o rozpoczęciu przedszkola nie była łatwa, jednak teraz wiem, że słuszna.
Przedszkole rozpoczęliśmy w styczniu tego roku. W lipcu odbyła się przerwa wakacyjna i od sierpnia wracamy na pokład jednak do innego przedszkola.


Ze względu na spory ruch kadrowy i brak wykwalifikowanej kadry, postanowiliśmy zmienić poprzednie przedszkole.


Z wyborem pierwszego przedszkola mieliśmy czekać do ukończenia drugiego roku bo dopiero po ukończeniu tego magicznego wieku byłoby dla niego miejsce w przedszkolu państwowym. Przedszkola prywatne jak i często państwowe przyjmują od 18 miesiąca życia dziecka jednak w tej chwili przedszkola są przepełnione. Vinnie rozpoczął swoją przygodę w prywatnym przedszkolu gdy miał 21 miesięcy.

Spacer po przedszkolu w typowym jesiennym ubranku przedszkola

Wraz z rozpoczęciem przez małego przedszkola, ja zmieniłam i zwiększyłam etat w pracy więc początek roku owocował w zmiany i pernamentny brak czasu.

Miałam i chyba nadal mam sporo wątpliwości co do samej instytucji przedszkola. Moim zdaniem dziecko nigdzie nie mam tak dobrze jak w domu z rodzicem, ale wiedziałam, że czym prędzej muszę odciążyć babcię, która dużo opiekowała się maluchem i wrócić na pełen etat do pracy więc przedszkole było konieczne.

Po zakonczonym urlopie macierzyśkim rodzice mają do wyboru, pozostanie w dzieckiem w domu czy też oddanie 6-12 miesięcznego dziecka do żłobka lub opiekunki, a później 18-24 miesięcznego do przedszkola. My zrezygnowaliśmy z tzw. dagmammy, czyli opiekunek, które zajmują się dziećmi od 6 miesiąca do czasu, aż dziecko nie pójdzie do przedszkola. Miałam możliwość skorzystania z pomocy babci więc taką opcję wybrałam. Co by nie było miałam do wyboru babcię i powrót do pracy na pół etatu lub powrót do pracy na pełen etat i pozostawienie dziecka u niani. Wybór był dla mnie dość oczywisty. Żłobek wykluczyłam na samym początku.

Nadal mamy czas na zabawę po przedszkolu 

W przedszkolach pierwszy tydzień to skrupulatnie zaplanowany przez placówkę, tydzień adaptacyjny. Rodzic każdego dnia przychodzi z dzieckiem i pomaga mu się zaklimatyzować. Pierwszy dzień to tylko wizyta na kilka godzin niczym wizyta w bawialni, zaś każdego kolejnego dnia wizyta trwa dłużej a rodzic coraz bardziej oddaje opiekę nad maluchem opiekunom i wychodzi z sali. Pod koniec tygodnia jak dziecko sobie dobrze radzi zazwyczaj już jest pierwsza próba drzemki.

Ja w pierwszym przedszkolu miałam troszkę wydłużony ten okres bo w pierwszym tygodniu przedszkole zaczęliśmy we wtorek i do piątku zdążyłam tylko kilka razy opuścić salę i zawsze byłam blisko, a w drugim tygodniu od środy bo już złapał w przedszkolu jakieś przeziębienie.

Tym razem już w środę Vinnie został sam do 12:00,  a od piątku już zostawał sam na cały dzień z drzemką.

Przez długą i moim zdaniem ciężką adaptację poddawałam w wątpliwość sens przedszkola. Koleżanki pocieszały, że początki są trudne i że Vinnie naprawdę dobrze sobie radzi, ale ja widziałam tylko smutek w oczach mojego dziecka i już nie czułam nic poza złością na siebie, że mu to robię. Przecież to jeszcze maluszek, mówiłam sobie. Nie miałam nikogo kto by mi powiedział, masz rację to nie jest czas dla niego. Nie miałam nikogo kto by miał te same wątpliwości. Wszyscy mówili, to początki, minie, przestanie płakać, bądź cierpliwa, ale ja nie mogłam tego słuchać. Cały czas chodziłam do przedszkola, aby być w pogotowiu gdy mały będzie mnie potrzebował i odbierałam go przed 12:00, aby móc w domu położyć się z nim spać. Trwało to w sumie 3 tygodnie.

Po czym zaczęłam go zaprowadzać już na śniadanie i zostawiać na drzemki i wtedy wszystko się wyregulowało. Vinnie szedł do przedszkola uśmiechnięty, płakał, że mama musi iść, ale trwało to dosłownie minutkę po czym siadał z dziećmi na śniadanko i wcinał tak jak w domu nigdy mu się nie zdarzyło. Bawił się w towarzystwie kolegów, których imiona już zapamiętywał i opowiadał o nich w domu. Zasypiał 2 minuty po położeniu się w pościeli, co w domu graniczy z cudem i jadł obiadki z warzyw, których w domu nie ruszy.

Jest jakiś fenomen przedszkola, którego do tej pory nie rozumiem i nie żałuję, że Vinnie rozpoczął swoją przygodę z przedszkolem jako niespełna dwulatek.

Nie wiem co bym zrobiła gdybym nie miała wokół siebie dobrych duszyczek, które mówiły, żeby się nie poddawać i być cierpliwą. Oczywiście wiele zależy od danej placówki i opiekunek, jednak wybór odpowiedniego przedszkola to już inna sprawa.

Kochani rodzice, jeżeli macie ten sam dylemat, który ja miałam na początku tego roku, to ja będę Waszą dobrą duszyczką.

Obserwujcie swoje dziecko, bądźcie cierpliwi i wspierający. Nie poddawajcie się zbyt szybko. Powodzenia!

Korona dwulatka-przedszkolaka :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...